CETA – kilka słów

Zaznaczam, że projektu umowy CETA nie czytałem. Odniosę się tylko do zamieszczanych w mediach głosów krytyków CETy. Sądząc zresztą z ich historycznych wypowiedzi, to wygląda, że jet to całkiem dobra umowa:

Z punktu widzenia libertariańskiego państwo może (ale nie musi) zakazać importu roślin, które mogą się rozprzestrzeniać bez kontroli. Podobnie jak może i powinno wprowadzić środki zapobiegające epidemiom (kwarantanny, przymusowe szczepienia) itd. Tu jest zgoda, oczywiście jeśli ktoś rzeczywiście udowodni szkodliwość tych roślin (chodzi o GMO). No i jeśli ktoś znajdzie sposób na przekonanie roślin, by respektowały granice państwowe.
Natomiast jeśli chodzi o import i hodowle dużych zwierząt jak świnie czy krowy, to już nie, bo można ją kontrolować. (Każdy rolnik postępowy sam zapładnia swoje krowy.)
Co do ograniczeń importu gotowej żywności, bo jest „za tania” to z takimi socjalistycznymi poglądami nawet nie warto polemizować. To że coś jest tanie to jest dobrze a czy jest złej czy dobrej jakości, to każdy ma ocenić sam według WŁASNYCH KRYTERIÓW.
Arbitraż: To stare libertariańskie hasło, że nie są potrzebne państwowe sądy, bo wystarczą prywatne, konkurujące między sobą jakością „usług” (czyli sprawiedliwego orzekania). Tak jak do mechanika, który źle naprawia samochody klienci nie będą przychodzić, tak samo klienci będą szli „pod osąd” takich sądów, które wykazują swoją rzetelność i sprawiedliwość. Tak mówi ta doktryna. Zresztą w handlu międzynarodowym to funkcjonuje od wielu lat.

1 Komentarz

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.