Ubezpieczenie zdrowotne

Ubezpieczenia zdrowotne od rzadkich ale groźnych i drogich w leczeniu chorób, to bardzo pożyteczny wynalazek.

Nie musisz odkładać miliona złotych na wypadek zapadnięcia na taką chorobę. 1000 osób odkłada po 1000 zł, a gdy jedna z nich taką chorobę złapie to jest leczona za milion. Oczywiście bez sensu jest, by ubezpieczenie obejmowało leczenie kataru – to tak jakby kierowcy ubezpieczali się od tego, że im się wypali benzyna.
Osobną sprawą jest to, czy takie ubezpieczenie ma być państwowe i przymusowe. Wolnorynkowa ortodoksja wskazuje, że nie. Zdrowy rozsądek podpowiada, że wiele osób by się dobrowolnie nie ubezpieczało. Gdy potem taka nierozważna osoba zapadnie na chorobę to przecież nie umrze grzecznie tłumacząc sobie „no cóż nie ubezpieczyłem, się moja wina”. Będzie szantażować społeczeństwo (choćby poprzez reklamowane przez ortodoksyjnych wolnorynkowców charytatywne fundacje) swoją niedolą. I wtedy jak zwykle wygrają chamy, które na te fundacje dobrowolnie pieniędzy nie będą dawać, kosztem ludzi cywilizowanych i wrażliwych, których los innych obchodzi.
Z tego powodu uważam, że państwowe przymusowe ubezpieczenie zdrowotne powinno być. Oczywiście nie w takiej formie jak teraz. Nie powinno obejmować leczenia kataru czy grypy, powinno być jakoś przynajmniej w symboliczny sposób współpłatne, by odstraszać od systemu hipochondryków. I powinno być finansowane (podobnie jak emerytura obywatelska pomysłu Gwiazdowskiego) z budżetu, co zaoszczędzi mnóstwo kosztów pobierania składek, „sprawdzania PESELU” itd.
I to wszystko nie po to, by chronić „biednych, niezaradnych i nieodpowiedzialnych”, ale żeby chronić właśnie tych zapobiegliwych przed moralnym szantażem typu „prosimy o wsparcie małego Kamilka, który … itd.”.

8 Komentarze

  1. Zacznijmy od tego, że koszty leczenia są na świecie przedrożone o jakieś 10 000 %. Więc póki nie unormuje się sytuacji na tym polu – żadne składki nie pomogą w uczciwym dostępie do służby zdrowia.

    • Czy 10 000%, to 100 razy? W piątek zapłaciłem u dentystki 140 zł. Wychodzi, że powinienem 1,40 zł

      • To była jakaś rzadka i groźna choroba?

        Pana blog w podtytule ma „Blog Konserwatywno-Liberalny”.

        I czytam na nim: „Z tego powodu uważam, że państwowe przymusowe ubezpieczenie zdrowotne powinno być. Oczywiście nie w takiej formie jak teraz. Nie powinno obejmować leczenia kataru czy grypy, powinno być jakoś przynajmniej w symboliczny sposób współpłatne, by odstraszać od systemu hipochondryków.”

        No więc niech Pan się zdecyduje: liberalizm, czy socjalizm?

        Bo jak płacę składki, to nawet jak jestem w ocenie innych (domyślnie rozumiem, że urzędników) „hipochondrykiem” i przychodzę z grypą, aby nie mieć powikłań, to póki leczę się za własne pieniądze, to innym wara od tego, z czym i i ile razy melduję się u lekarza.

  2. Zgadzam sie panie Sariuszu ale mam pytanie.
    Ubezpieczenia zdrowotne sa u nas przymusowe, ta jak Pan sobie zyczy. A jednak gdy pojawia sie ‚Kamilek’ z nietypowa, kosztowna do wyleczenia choroba, to okazuje sie ze pieniedzy jednak nie ma. A dla mediow jest to podwojna koazja, raz do rozchwiania spolecznych nastrojow a dwa do zrobienia z siebie dobrego wujka. A potem nastepuje mobilizacja, poszukiwanie sponsora i suma sumarum ci, co juz raz obowiazkowe ubezpieczenie zaplacili skladaja sie na Kamilka jeszcze raz.

    • To jest niestety problem, że na leczenie ile by nie było pieniędzy, to nigdy nie starczy, więc takie ubezpieczenie musi wyszczególniać, że to pokrywa a tego nie pokrywa i w efekcie zawsze się okaże, że jakiemuś Kamilkowi na coś nie przysługuje.
      I tu z kolei skrajni wolnorynkowcy mają rację, że przymusowe ubezpieczenia zniechęcają ludzi do datków, bo „przecież zapłaciłem już podatki”.
      Tutaj złotego środka nie ma. Moim zdaniem dla każdego powinno starczyć przynajmniej, żeby go umieścić w szpitalu i leczyć za tyle, na ile system stać. Jak nie stać, to pacjent umiera, jak umierają chorzy ludzie od tysięcy lat. Niestety.

      • Pana metoda (przymusowe ubezpieczenia i zrzucanie się wszystkich na „rzadkie i drogie w leczeniu choroby”) – to prosta droga do tego, aby takie leczenie nie taniało NIGDY.

        Rozważmy bowiem następującą sytuację: jestem właścicielem firmy farmaceutycznej i posiadam/wykupiłem patenty na wyłączność leczenia kilku rzadko występujących groźnych chorób. Jako praktycznie monopolista ustalam sobie koszty leczenia z zyskiem, powiedzmy, 99%. I czekam na klientów.

        W przypadku pierwszym działam w środowisku, gdzie ubezpieczenie jest przymusowe. Jak z populacji ubezpieczonych ktoś zapadnie na jedną z chorób, które mogę leczyć – pozostali „zrzucają się” na kwotę, którą ustaliłem. Ja mam swój zysk, a oni „nie czują” tych kosztów. Nie czują, chociaż w ich zgromadzonych składkowych oszczędnościach nastąpił pokaźny wyłom, który powoduje, że inne, popularne choroby, są leczone gorzej, co skutkuje statystycznie krótszym czasem życia. Jednakże nikt ze „zwykłych” obywateli nawet nie zdaje sobie z tego sprawy, bo nikt nie ma duszy matematyka.
        I taki system funkcjonuje latami.

        W przypadku drugim (ubezpieczenia dobrowolne) jestem zdany jedynie na tych klientów, którzy zdecydowali się wykupić ubezpieczenie od tych rzadkich i groźnych chorób. Oczywiście składka jest o wiele, wiele wyższa, więc w praktyce potencjalnymi klientami jest 1% populacji z poprzedniego przykładu.
        Więc aby zwiększyć grono klientów muszę OBNIŻYĆ koszt usługi.

      • W mojej rodzinie, jednej z dalszych kuzynek urodzilo sie kalekie dziecko. Rodzice utworzyli strone internetowa na ktorej prosili o pienidze na leczenie, napisali extra list do NFZu… Skutek wiadomy. W koncu Ojciec dziecka wyjechal do GB zarabiac na leczenie.
        Wtedy to wlasnie zainteresowalem sie blizej problemami Kamilkow i mam pare uwag do tego, co Pan napisal.
        Otoz gdyby tak Pan kiedys znalaz odrobine czasu i przejzal internet pod kontem takich wlasnie polskich stron z wolaniem o pomoc to byc moze bedzie Pan zaskoczony. Takich stron jest cala masa.
        A teraz powtorzmy experyment w Niemczech.
        Ja nie twierdze, ze nic sie nie znajdzie ale ilosc takich stron bedzie tam na poziome paru procent w porownaniu z naszymi.
        Czyzby tam rodzilo sie mniej kalekich dzieci?
        No to moze system opieki zdrowotnej jest inny?
        Zostawmy bzdury na boku.
        Mialem kiedys ciekawa rozmowe z pracownikiem jednej z niemieckich kas chorych. Twierdzil on, ze w przypadku dzieci, kasa chorych w ktorej maly pacjent jest zarejestrowany pokrywa koszty leczenia ktore ida nawet w grube miliony €. A potem oczywiscie uzera sie ze swoimi ubezpieczalniami jednak podstawowa jej funkcja jest spelniona: dzieciak jest leczony. Bywa czasem tak, ze dziecko trzeba wyslac za granice bo w Niemczech nie ma odpowiedniej kliniki, a skomplikowany zabieg badz operacja siega monstrualnych sum i… oni placa. W Polsce bez telewizyjnej akcji pt. maly Kamilek by sie raczej nie obeszlo. Tam nikt ubezpieczony nie musi zebrac.
        Tyle w zasadzie mialbym do powiedzenia na temat „na leczenie ile by nie było pieniędzy, to nigdy nie starczy”. Dodac jednak trzeba ze sa oczywiscie przypadki kiedy leczenie otrzec sie moze o granice mozliwosci kasy chorych badz granice techniczne. Limit jest tam jednak o wiele wyzszy.

  3. Zdecydowanie posiadanie dodatkowego ubezpieczenia to doskonałe rozwiązanie. Patrząc na to co dzieje się z polską służbą zdrowia to nie ma nawet nad czym się zastanawiać.

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.